Z życiem to jest jakaś dziwna sprawa. Niby mam nad nim kontrolę, ale to totalny absurd. To ono ma kontrolę nade mną. Oczywiście jest to moja subiektywna ocena. Wiem, że po tym świecie chodzą wyjątkowe jednostki. Twarde i zdyscyplinowane. To tacy ludzie trzymają cugle i ustawiają życie pod siebie. Z równowagi nie wyprowadzi ich nawet najgorsze zdarzenie losowe. A mnie łamią emocje i własne słabości. Nie koniecznie dlatego, że jestem przytyta. Nie mogę stać się tą osobą, którą pragnę być. Jestem niestabilna. Zawsze zaskakuję sama siebie na niekorzyść. Pobyt w Zadupiu niczego mi w większym stopniu nie uświadomił. Nadal wiem o sobie dokładnie tyle samo. Mogę być fajną babką, może nawet w jakimś stopniu już jestem taka, ale to jest ciągle tylko dążenie. Kto wie, może tak nie realne jak posiadanie własnej winnicy i własnego zamku. Spędziłam tę noc z mężem, ale budzę się rozżalona. Jak dobrze, że Karol jeszcze śpi. Nie chcę z nim rozmawiać. Kawa wypita w totalnej ciszy jest mi teraz o wiele bardziej potrzebna. Nie będzie dobrze jeśli nie dojdę ładu sama ze sobą. Gdziekolwiek bym nie wyjechała, z kimkolwiek bym nie była. To wszystko na nic, bez tak oczywistej sprawy, jak zrozumienie swojej własnej struktury. To nie z Karolem nie potrafię żyć. To nie on jest problemem. Kocham Karola i już nie zastanawiam się za co. Bardzo dużo poświęcam mu uwagi. O wiele więcej niż on mi. Ja jestem dawcą, on biorcą. Jakie to przykre. Tak, czuję żal. Mimo to wiem, że na razie nie zdołam tego zmienić. Po prostu nie. Nie dlatego, że jestem masochistką lub słabą kobietką uczepioną męskiego podkoszulka. Ta sprawa zwyczajnie przestaje być najpilniejsza. Zrobię coś z tym, nie wiem jeszcze co, ale w odpowiedniej kolejności. Samanta musi przyjrzeć się Samancie. Bo ja przede wszystkim żyję sama ze sobą. Potem dopiero z Karolem.
To będzie mój ostatni dzień w Zadupiu. Wracam na własne śmieci. Chcę ten dzień spędzić z mamą. Zabiorę ją do centrum ogrodniczego. Sprawi jej to nie lada frajdę. Mi zresztą też.
Potem pójdę z psami na spacer do lasu. Nagram chłopakom film, o który proszą mnie tyle czasu. Poobserwuję młode dzięcioły i spakuję swoje rzeczy. Już czas na mnie.
Pora pozbierać to wszystko co wymknęło mi się z rąk.
- Samanto, tu jesteś. Dzwoni twoja komórka - mama podaje mi telefon.
- Dzięki mamuś
Wymieniamy uśmiechy.
- Tak, słucham - odbieram
- Czy rozmawiam z panią Samantą Chmielewską? Z tej strony kłania się Katarzyna Kozłowska. Dzwonię z Telewizji M. Złożyła pani u nas swoje CV. Chcielibyśmy zaprosić panią na rozmowę….
Zaciskam odruchowo bardzo mocno dłoń mamy. To nie jest żart. To się dzieje naprawdę! Umawiam się za pośrednictwem tej kobietki z wielkim szefem X. Żegnamy się miło.
- Czy to dobra wiadomość? - pyta mama
- Tak dobra jak milion dolców kieszonkowego! Uszczypnij mnie mamo!
TM! Co za splendor na mnie spłynął.
- To jeszcze nic nie znaczy mamo, ale odezwali się do mnie z TM.
- No proszę, kto by się tego spodziewał jeszcze wczoraj wieczorem? Jednak życie potrafi nas zadziwić.
I to jak. I to jak niespodziewanie. Co, jeśli zechce ze mnie zadrwić?
I to jak. I to jak niespodziewanie. Co, jeśli zechce ze mnie zadrwić?
- A jeżeli oni cię zatrudnią, to jak myślisz, płacą tam terminowo? - pyta mama.
- Nie mam pojęcia! Ale mam nadzieję, że jak już się rekiny najedzą to są w stanie zapłacić płotkom. Mamo, to trochę inny wymiar.
- Zobaczymy. Bogaci ojcu przywożą te antyki, ale jak przychodzi do zapłaty, to jest... sama wiesz jak.
- Wiem, ale dla mnie to jest jakaś szansa na rozwój.
- Ty dziecko bądź uczciwa i pracowita. Człowiek nie zje więcej niż jest wstanie zjeść na raz. Bierz od życia tylko tyle, ile potrzeba. A teraz chodźmy bo ojcuś czeka w kuchni. Zrobimy jajko na miętko.
Ten dzień minął dokładnie tak jak zaplanowałam. Udaje mi się wyrwać mamę do Domu i Ogrodu. Obojętnie, która z nas pierwsza dorobi się pieniędzy, zostawimy w tym sklepie nie małą sumkę. Tyle rzeczy przykuwa nasz wzrok. Filiżanki, obrusy, świeczniki i fajne ramki do zdjęć. Jest już wyprzedaż roślin. Łamiemy się na kolejną hortensję do ogródka. I obowiązkowo na wrzosy. Dynie, wrzosy i astry do nowej aranżacji na ganek. Koniec mojego urlopu zbiega się z nierychłym końcem lata. Czas mija nieubłaganie. Dopóki żyję, to jest właśnie mój czas.
Życie może zabić. Życie może cieszyć. Wybór należy do mnie. Pieniądze to nie wartość, to tylko środek płatniczy. Nie wszystko jest na sprzedaż. Nie o kasę więc w życiu chodzi chociaż trudno bez niej żyć.
Kręcę wideo bliźniakom. Są fajni. Obiecuję im zmontowanie tego w najbliższym czasie. Wstał Karol, pije swoją pierwszą kawę, ja trzecią.
- Sam, chciałaś pogadać. Mówiłaś, że sobie nie radzisz. Powiesz o co chodzi?
Uśmiecham się do niego ciepło, przynajmniej tak mi się wydaje. A gdyby to był mój ostatni dzień życia z Karolem?
- Już jest spoko. Nie ma o czym mówić. Wybrałbyś się ze mną i z psami na spacer do lasu?
- Raczej nie. Jak już tu jesteśmy to może posprzątam samochód.
Cóż za praktyczne wykorzystanie czasu.
- Jasne, ale mycie sobie odpuść. Mamy tu w gminie zakaz korzystania z wody bieżącej w takich celach.
- Poważnie?
- Tak, jest susza. No to baw się dobrze.
- Sam! - woła za mną - wyjeżdżamy o 18.00
- Ok.
Uszczęśliwiam psy. Realizuję swój plan i to daje mi… poczucie siły. Czy siła wypływa z konsekwencji? I spokój.
Tak bardzo nie lubię rozstań. Tulę Cleo. Wiem, że wiedzie w Zadupiu bardziej prawdziwe życie. Może nawet jest tu szczęśliwsza, ale to w końcu jest mój kot i powinien mieszkać ze mną. Nie bardzo przekonują mnie zapewnienia rodzinki, że kotka za mną nie tęskni. Ja tęsknię za nią szalenie! Nie dam rady cię zabrać Cleo, jeszcze nie teraz.
Pakuję większość swoich rzeczy. Zostawiam kapelusze i krótkie spodenki. Tam dokąd jadę będą tylko balastem. Przyjdzie kiedyś taki czas, że będę mogła założyć i taki ciuch. Siła wypływa z konsekwencji. Czegoś jednak się tutaj nauczyłam. Konsekwentnie podążaj do celu, a tak robiąc będziesz nabierała coraz więcej sił, by stale iść tą drogą. Jak mogłam nie widzieć tak oczywistej zależności?
0 komentarze: