Babskie popołudnie

By | 12/02/2015 Skomentuj
Dzisiaj znokautował mnie nawał pracy. Witaj szarzyzno dnia codziennego! Byłam pewna, że jak zasiadłam do montażu, to najwcześniej podniosę się od komputera za trzy dni. To i tak nie najgorzej. Baśka wróciła z tego Paryża roztrzęsiona.

- Będziemy mieli wojnę na tle religijnym!- spazmowała

- Amerykę odkryłaś? Lepiej powiedz jak ci się Paryż spodobał?

- A co ja tam niby widziałam? W dzień robota. Wieczorem hotel. Nawet nie było z kim wybrać się na zwiedzanie, bo towarzystwo się wzorcowo upijało.

- Przywiozłaś mi coś?

- Jasne! Jednorazowe kapcie z hotelu, chcesz?

- Żadnej innej atrakcji?

- Pogięło cię? Czy ja jakąś gwiazdą jestem? To i tak cud, że mogłam paryskim klimatem pooddychać.

- Taaak- zgodziłam się z nią, w zasadzie w każdej kwestii.

- Kaśka jest już zdrowa?- moja przyjaciółka zmieniła temat

- Nie wiem… pogoda nie sprzyja dobremu samopoczuciu. Z kim nie pogadam, to każdy ma problemy.

- Ale ja o Kaśkę pytam.

- Wiem. Z tym, że skąd mam to wiedzieć? Nie wiesz przypadkiem?

- Patrz! Nie wiem, bo to taka niewiadoma jest!

I za to ją lubię. Nie mogłabym się zaprzyjaźnić z kimś innym. Po popołudniu moja Jagódka zaprosiła mnie na racuchy z kaszy jaglanej z gruszką, jabłkiem i bananem. Wbiłyśmy do niej razem z Basią . Zapach na całe piętro!

- Powiem ci tak, jak ja tak pichciłam, to mój Misiek tego napięcia nie wytrzymał - powitała Basia Jagódkę. - Ty lepiej przestań się tak starać.

- Staraj się, staraj - weszłam im w słowo - Nie najgorzej ci to wychodzi.

- Przyniosłyście jakieś wino? - Jagódka to konkreciara.

Do głowy nam to nie przyszło!

- I bardzo dobrze! - ucieszyła się - Fajną herbatę zaparzam.

Zasiadłyśmy w jej salonie. Coś się tu zmieniło, lecz nie potrafiłam ustalić co.  Na pewno pachniało świeżym sprzątaniem. Moja Jagódka nawet do worka w odkurzaczu wkrapla olejki zapachowe. Czy to się mieści w normie? I skąd taka zapracowana osoba ma na to czas? Takie kobiety podziwiam całą gębą. Co to zadbają o siebie, o swój dom, o swoją karierę i o swój interes. Moje idolki! Ja nie dbam o siebie, o swój dom ledwo miernie, o karierę nieudolnie a mój interes…. realizuje się pod psem. Zawsze jak to mówią,- dokładam do niego.

Zasiadłyśmy pomiędzy kolorowymi poduchami. Racuchy podano w porcelanie. Herbatkę z jakimś suszem, w kruchutkich filiżaneczkach. Zupełnie jak z kompletu dla lalek. Jeszcze tylko zapachowy smrodek ze świeczek i żegnajcie troski. Zaczęłyśmy celebrować babskie popołudnie.

- Co cię naszło? - spytałam od niechcenia swoją siostrzyczkę.

- Wyrzuty sumienia. Przegrałam sprawę.

- Rozwodową? - oczy Baśki stawały się coraz bardziej okrągłe.

- Nie, nie rozwodową. Nie mniej jednak ta przegrana namiesza w życiu moich klientów.

- Całe szczęście, że nie rozwodową! - ulżyło Basi. - Bo ty w końcu jesteś moim adwokatem!

- Parszywie się czuję…- pożaliła się Jagódka.

- Dziwne, nigdy nie przypuszczałam, ze adwokaci mają sumienie… kasę i tak bierzesz.

- Ale zżyłam się z klientami, wiem, że racja jest po ich stronie.

- A co tu racja ma do rzeczy? - pytam

- Jak to racja nie ma nic do rzeczy?!- Baśki oczy już wyszły z orbit - To mogę mieć rację i przegrać sprawę? Przestańcie mnie straszyć!

- Nie straszymy.

- Nawet nam to przez myśl nie przyszło - poparłam Jagódkę - Ale nie bądź naiwna. Chcesz sprawiedliwości w niesprawiedliwym świecie?

- Tak - przytaknęła Basia - Jak najbardziej chcę!

- I słusznie. Należy próbować! - zawyrokowała pani mecenas. - Zjadajcie placuszki. Moi klienci będą mi się dzisiaj śnili.

- Zdarza się. Mi tam się Cleo śni. Też mam wyrzuty sumienia. Zdegradowałam społecznie rodzonego kota. Poszedł na spacer w ten… obornik.

- Przestań! Jak zwykle dramatyzujesz i przesadzasz! - neguje Jagódka.

- Ona nie przesadza! - widać mam w Basi prawdziwego przyjaciela - A te kupki królicze i kurze, to czym są?

- Racja! Dziękuję ci Basiu! To przecież jest obornik, jakiś tam.

- Przestańcie! Nie przy placuszkach! - buntuje się moja siostra - Ja jestem w końcu wrażliwa.

Babskie popołudnie upłynęło nam radośnie. Na przekór pogodzie, biedzie, chorobom i facetom. Kobiety w swoim gronie naprawdę mogą się świetnie czuć. Nawet gdy wina brak… Od nadmiaru śmiechu bolał mnie brzuch. Jak ja się odprężyłam i odpoczęłam. Tego mi trzeba było.

- Samanto, muszę się zaraz zbierać - jęknęła Basia.

- O nie, nie chce mi się… Na dworze jest tak zimno… Zostańmy tu do maja.

- Do końca grudnia muszę się wyprowadzić.

- Co??? – w zasadzie tym pytaniem zdublowałyśmy się obie z Jagódką.

- Jak to?

- Dlaczego?

- Absolutnie!

- Wykluczone!

- Nie bądźcie naiwne. Brzuch Iwony rośnie. Ona jest w niby naszym domu co dziennie. Myślicie, że łatwo jest mi na to patrzeć?

Ja się zamyśliłam. Jagódka roztrząsała kwestie prawne i prawno życiowe. Gdyby Karol mi zrobił coś takiego, to za nic w świecie nie mogłabym tego znieść na spokojnie. Ludzie, jak tej Baśce musi być trudno! I ona znosi to na spokojnie. Nie wpada w histerię, nie wiesza się i nie truje. Nie próbuje usunąć z powierzchni  ziemi swojej rywalki. Zwyczajnie nie ma zamiaru dobijać się ich kradzionym szczęściem. I w zasadzie to wszystko. Parszywa jest rola rogacza, lub rogaczki. Może nawet kobiecie jest trudniej. Jak w wielu innych życiowych kwestiach… Mój mąż, mój super men, nagle ma dość. Z tym , że ja dowiaduję się o tym po fakcie. Żeby chociaż uprzedził. Dał do zrozumienia. Ale nie, bo po co?  Ja się dla niego i tak już nie liczę. To nie są dobre tematy do roztrząsania na babskim wieczorze, czy babskim po południu. Nie piłyśmy wina. Nie było nam potrzebne. Na pożegnanie serdecznie tulę Jagódkę

- A gdzie jest Pachnący? - pytam.

- Nie wiem, może gdzieś na wyspach Kanaryjskich.

- Gadasz?- przestraszyłam się.- Pojechał bez ciebie?

- Jak widzisz,ja tkwię cały czas na tej samej szerokości geograficznej. Tak, wyjechał beze mnie! Odwal się, ok.?!

- Wróci… po ciebie lub do ciebie.

- Sraluś magdaluś! Słyszałaś takie powiedzenie? Och, nie? To przykre! Nie ma po co wracać! Jego życie to pełne konto, super bryka, super chata i super laska.

- O, a ty jesteś super laska numer jeden!

- Już nie dla niego.

Faceci komplikują nasze życie. Mówi się, że je wypełniają, że szalejemy z miłości za nimi. Te wszystkie super obiadki… Bo my kobiety ciągle się staramy perfekcyjnie ich zadowolić. Tyle w końcu mamy rywalek. I tak nie wiemy co będzie jutro. Nawet jeśli coś zaplanujemy to nasze własne serce nas zdradzi. Umrzemy dla nich i za nich. Umrzemy z racji na wyobrażenie o własnej miłości. Odwożę Basię pod dom jej męża, bo póki co ona tutaj mieszka.

- Wiesz co Samanto, ta Kaśka musi być w ciąży. Ona mi dziwnie wygląda!  



Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: