Faceci są dziwni. Bo czy to normalne nie mieć wyższych potrzeb? Proszę Karola, żeby pomalował mieszkanie, a ten pyta „po co?”. Mówię, że kran cieknie i słyszę „zaraz”. Nie zależy mu kompletnie na niczym. Oby na talerzu był schabowy, w lodówce piwo, w baku paliwo i dostęp do Internetu. Patrzę na niego i przeraża mnie myśl, że ten mógłby tak całe życie. A ja tak nie chcę! Czy oni wszyscy tacy są, czy tylko ja tak trafiłam? To zwykłe lenistwo, brak aspiracji, czy już mnie nie kocha? Dzisiaj mnie olśniło, najwyraźniej nie jestem jego muzą. A chłop muzę musi mieć! Sam dla siebie to skarpetek by nie zmieniał ( chyba, że z lewej na prawą), żarł codziennie parówki i przesiedział przed monitorem pół życia. Tylko muza jest w stanie wyrwać go z tego letargu. A niech to! Jak tu stać się taką muzą? Taką, żeby mu się chciało? A, że jestem kobietą, to jedyne co mi przyszło do głowy to totalna metamorfoza. Codziennie widzi mnie tak samo uczesaną i ciągle w tych samych ciuchach. Nawet mnie to męczy, a co dopiero jego. Postanowione, telefon do znajomej fryzjerki załatwia jeden problem. A w jej salonie debata. Ma być inaczej, ale w sumie tak samo.
- Aha - mówi ona - Wiem o co ci chodzi.
Co za ulga, że ona wie! Ja za nic do końca tego jeszcze nie widzę. Ludzie, bo co zrobić z tą grzywką? Zapuszczać? Obcinać? Wycieniować? A może zrobić się na grzeczną dziewczynkę? Grzyweczka równiutko przycięta nad brwiami? Jak będzie lepiej? Oj tam, mam załamkę, mi we wszystkim będzie do d… Skrócić te włosy? O ile? Przefarbować czy tylko rozświetlić? Nie mam pojęcia na co się zdecydować, no to robię jak na rasową kobietę przystało. Biorę cały pakiet i jeszcze wszystkie gratisy. Brwi i paznokcie.
- Dobrze. - decyduję - Anka rób wszystko, tylko tak, żebym wyszła stąd piękna!
- Stąd tylko takie wychodzą, już moja w tym głowa. - zapewnia mnie koleżanka.
Nie mam wyjścia, słowo się rzekło. Zdaję się na nią. Farbuje, przycina, cieniuje, nakłada kompresy, myje, masuje, modeluje.
- I jak? - pyta
- A bo ja wiem… Chyba inaczej… ,ale czy dobrze?
- Kurde! Nie denerwuj mnie! Jest ekstra!
- Mówisz? - dopominam się więcej komplementów
- No jasne! Ten kolor jest stworzony dla ciebie i jak grzywka idzie tak na bok, to wydajesz się bardziej tajemnicza. Zobacz jak ten kompres je ożywił. Błyszczą.
- Muszę to pokazać Jagódce - i robię sobie selfie.
Jagódka pisze, że wreszcie wyglądam jak człowiek. Człowiek, czyli może być. Muzą jeszcze nie jestem. Przede mną kolejny etap. Wiecznie tylko czerń i czerń. Czarne do czarnego, od poniedziałku do niedzieli. Koniec z tym. W ten ciepły grudniowy dzień poszaleję z kolorami. A w zasadzie, to odpicuję się na odświętnie. Biel i złoto? Czerwień i złoto? Granat i złoto? Czy samo złoto? Wszystkie warianty mi się podobają. Biorę bluzkę, tunikę i sweterek. W przymierzalni prawie szloch. Z czym do ludzi? Przemogłam chwilową niemoc psychiczną i zakładam białą elegancką bluzkę ze złotymi dodatkami. Bardzo wyjściowo i szykownie. Tak, że na wesele można by prawie w tym pójść. Na dół swojej sylwetki nie patrzę. Coś się wymyśli… Cyferki na metce mnie powstrzymały. Hm. Ale tylko na chwilę bo nie robię tego przecież dla siebie! Po co mi ten cały cyrk? Mam na względzie wyższy cel. Robię to dla Karola. I dla naszego mieszkania. Jeszcze raz kontroluję swój wygląd w lustrze. Jeśli mam być kobietą, która stanie się inspiracją do działania mojego męża, to braki tu widzę. Szukam delikatnych kolczyków. Cień do powiek też by się przydał i korektor. Idę za ciosem. Z tej Galerii wychodzę z silnym wewnętrznym postanowieniem, że dzisiaj załatwię sprawę z Karolem. Jeszcze tylko spożywka na sałatkę, wino, kwiaty (bo kobieta rozkwita na tle kwiatów), świece i do domu lecę. Wino otwieram zanim Karol się zjawi. Humor sobie delikatnie poprawię, nastroję się. Najpierw łapię za odkurzacz i mopa. Potem pichcę. I dopiero później w skupieniu przeobrażam się w lepszą wersję siebie samej. Wraca Karol. Zapalam świece i siadam na kanapie. W tle jego ulubiona muzyka.
- O nie! Mamy gości? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? - obruszył się - Kto przychodzi?
- Nikt.
- Jak ty wyglądasz? Nagrywasz wieczorem na jakiejś gali?
- Nie.
- To co ci odwaliła?
- Ja? Nic… A dlaczego tak uważasz?
Faceci są naprawdę dziwni. Obszedł mnie podejrzanie, jakbym jakimś zaskrońcem była. Ręce mył w łazience dłużej niż zazwyczaj. Wyszedł w końcu i usiadł z lękiem naprzeciwko mnie.
- Co się dzieje? Mam się martwić, bać czy co?
Osłabił mnie totalnie. "Tak, masz się martwić głąbie!"
- Nalej wina - uśmiecham się do niego czule.
- Słuchaj, to jest nasza rocznica?
- Nie, spokojnie już była. I to nie raz.
- Bo pomyślałem, że coś przegapiłem… To dobrze. Umówiony jestem na zmianę opon… to raczej wina nie wypiję. Naprawdę się spieszę- cmoknął mnie na pożegnanie.
Raczej wina nie wypił. Ja wypiłam. Hm, za tę kasę, którą wydałam, spokojnie wynajęłabym malarza… Idę się w wannie utopić.

0 komentarze: