Moja kochana, mądra Jagódka

By | 10/27/2015 Skomentuj
Karol zalicza jedną po drugiej rozmowy kwalifikacyjne. Czekamy na telefon od rzekomego pracodawcy i udajemy przed sobą, że nie ma pośpiechu. Oboje wiemy, że to tylko gra pozorów. Ja nie chcę go obwiniać, on nie chce się przy mnie rozkleić. Oczywiście mógłby mieć „jakąś” pracę  od zaraz, ale jeszcze sobie daje szanse. Wiemy, że jest przecież więcej wart niż to, co mu na dziś oferują. Odnoszę wrażenie, że zaczyna szukać igły w stogu siana. Jest drażliwy i bardzo niemiły w obejściu. Tak jakbym stała na drodze jego wymarzonej pracy. Przecież ja jestem po jego stronie. Pragnę żyć normalnie (cokolwiek to oznacza), czy tego nie wie?  Pieniądze kurczą się w trybie ekspresowym. Debet na koncie otarł się już o bufor bezpieczeństwa. Za chwilę nawet moja wyobraźnia nie ogarnie naszej sytuacji. W takim momencie rzecz jasna psuje się nam samochód. A Jagódka zaangażowała mnie do swojej przeprowadzki. Rozpakowujemy kartony. Dobrze, że zaczęłyśmy od butelki wina.

- Ile musisz zapłacić za to mieszkanie? - pytam.

- Tysiąc dwieście plus opłaty.

- Dasz radę?

- Teoretycznie tak.

- W końcu jesteś prawnikiem.

- Raczej dlatego, ze mamy rozdzielność majątkową. Co moje, to moje.

- Słuchaj, a co się właściwie stało?

- Klasyka. Nie zabezpieczył się przed niewypłacalnością dużego klienta. Cała reszta potoczyła się lawinowo. Interesują cię szczegóły?

- Tylko jeśli ty chcesz pogadać. I pomyśleć, że  zawodowo zajmujesz się  prawem? - delikatnie sobie żartuję.

- No nie? Zawsze są lepsi od nas. Takie życie.

- Niestety… Karol nie może znaleźć pracy.

- Z jego handlowym doświadczeniem? - szczerze się dziwi.

- Tak. Myślę, że jeszcze chwila i pójdzie rozładowywać nocą towar w jakimś markecie.

- Przestań! Myśl pozytywnie. Jak ty zwątpisz to i on zwątpi.

- Wiesz co, ja cię podziwiam. Jak tu nie zwątpić? Twój mąż ma nieciekawą sytuację, mój też. To przecież nie jest normalne? To są młodzi, zdrowi, nie głupi faceci.  

- Daj spokój Samanto. Dobrze wiesz, że nie mamy na to wpływu. Jedyne, co możemy zrobić, to nie dać się zatopić. Nie ograbiaj się z sił tym pesymistycznym myśleniem.  

- Nie ma w tym przesady, że nasze pokolenie Ikei, to pokolenie straconych szans. Jak mam patrzeć na życie z uśmiechem skoro nie dano mi szansy by je normalnie przeżyć? Nie stać nas na mieszkania. Nie ma dla nas godziwej pracy. Ani uczciwej płacy. Banki śpieszą nam z pseudo pomocą, z tym, że za cenę przejęcia kontroli nad naszym życiem. Powiedz, ilu twoich znajomych normalnie stać na to, żeby mieć dziecko? Bo ja bym się trochę doliczyła. - wino mnie rozżala..

- Samanto, to zły kierunek. Jak się znajdziesz na tonącym statku, to nie myśl jak będziesz tonęła. Myśl, jak wyjść z tej opresji z życiem.    

- Wiesz ile to wszystko jest dla mnie warte?! Takie gadki też!

- Damy radę. Zobacz, my i tak zaszłyśmy daleko. Nie widzisz tego? Ilu trzydziestolatków, których znasz, żyje na swój własny rachunek? Ilu radzi sobie bez pomocy rodziców? Problem i degeneracja to zacznie się dopiero wtedy, jak odejdzie ich pokolenie. Młodzi już się nie odnajdują w realiach. Albo żyją za kasę rodziców. Albo mieszkają w domach rodziców. Albo jedno i drugie. Tak jak powiedziałaś. Nie mamy szans.

- To straszne!

- Straszne to jest to, że światem rządzi kasa.

Dolałyśmy sobie wina. Jagódka sama powiesiła swoje firmowe garsonki w niedużej szafie. Nie wszystkie się zmieściły. Wybrała te ulubione. A resztę, cóż. Jak to mówią, do Żyda!  Tak naprawdę to żałowała butów. Zbyt dużo zajmą miejsca. Mieszkanko nie pomieści całego jej dobytku.

- I co zrobisz? - pytam.

- Jak to co? Balastu trzeba się pozbyć. Wszystko, co mi zbywa wymienię na gotówkę. Z przechowaniem kasy raczej nie będę miała problemu.

Najprzyjemniej układało mi się rzeczy w kuchni. Nie wiedziałam nawet jakie Jagódka ma cacka. Rozczuliłam się na widok ślicznych czerwonych filiżanek w białe groszki. Z racji na to, że byłyśmy po kilku lampkach wina, ona oddała mi je bez wahania. Wiem, że za jakiś czas zacznie tego żałować. Ale to za jakiś czas. Do tej pory trochę się nimi pocieszę. W pewnym momencie rozbawiło nas całe to rozpakowywanie. Znów stałyśmy się małymi dziewczynkami, które beztrosko bawią się „w dom”. I przyszedł Pachnący. Totalnie nie wpasował się w atmosferę. Postał w kuchni. Spuścił wodę w kibelku i usiadł na sofie w dużym pokoju. Nawet kurtki nie zdjął. Czar prysł. Nagle wszystko stało się znów śmiertelnie poważne i dramatyczne. Siedział tak w tym pokoju jak manekin. Ani słowa z siebie nie wykrztusił. To było nie do zniesienia.

- Słuchaj - mówię do Jagódki - Ja już sobie pójdę. Zajmij się Pa ...Danielem, ok.?

Uśmiechnęła się tylko. Nie wnikałam co to znaczy. Może to, że przez ostatni czas robi to nieustannie. Biorę filiżanki i idę na przystanek autobusowy. Czekałam dokładnie tyle czasu, żeby ochłonąć od tych emocji, ale jeszcze nie zmarznąć. Jadę do domu, do Karola. Po drodze wsiada „kanar”. Jakiś młody chłopak nie ma biletu i dochodzi między nimi do szarpaniny. Jestem przerażona, a ludzie patrzą na to obojętnie. Nic ich nie dziwi. Nic nie gorszy. Niczemu nie chcą poświęcić swojej uwagi. Ot, młodemu się nie udało. Bo to jest loteria. W końcu kierowca staje i kanar wyprowadza chłopaka. Nikt się nie przejmuje ich losem. Na czuja wiem, że chłopak będzie musiał odpalić działkę kanarowi i pójdzie sobie swoją drogą. Nikomu nie stanie się krzywda.  Bo w życiu liczy się kasa. To najwyższe dobro, o które wszyscy zabiegają. Ciągle nam jej za mało. Moja komórka dzwoni. Patrzę kto to. To Weronika. Mam odebrać? Nie, nie mam na to siły.

Karol jest w domu. Ciałem. W lodówce chłodzi się piweczko. Karol za to mocno zaangażowany w jakąś komputerową grę. Bawi się w najlepsze. Potrzebuję azylu.

- Karol!-  krzyczę - Spij dziś na kanapie!

- No.

- I jutro też!

- Ok.

- Wylewam twoje piwo!

I to się nazywa prawdziwa reakcja. Błyskawicznie zszedł na ziemię. Podrywa się na nogi i staje przy mnie.

- Zgłupiałaś?

- Stać nas na kupowanie piwa w hurtowych ilościach? Teraz, jak nie mamy z czego naprawić samochodu?

- Pewnie, że nie stać. Na nic nas nie stać.  Na twoje lakiery do paznokci. Na odżywki do włosów. Na te wszystkie warzywka i owoce, na dietetyczne koktajle. Mam wyliczać dalej? Tak, wydałem trzy złote na to kretyńskie piwo! Wylej je, jeśli zrobi ci się lepiej!

Odwrócił się ode mnie na pięcie.

- Karol!.... Błagam, zostań ze mną. Wybacz, nie chciałam żeby to tak wyszło- proszę.

- Ja też.

Przytuliłam go do siebie,  ale był gdzieś daleko ode mnie. Znów coś zepsułam?

- Nie odchodź, nie zostawiaj mnie samej. Bardzo cię potrzebuję - wyszeptałam mu do ucha.

- Sam, nie mam już sił…Wyjedźmy stąd.

- Teraz, jak całą Europę zalewają ci muzułmanie?

- Nie są wszędzie. A nam za to wszędzie będzie lepiej niż tu.


zdj. www.winne-przygody.pl

Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: