Zanim dziś rana otworzyłam oczy, wiedziałam, że jestem szczęśliwa. To wszystko za sprawą Karola. Był taki radosny, taki przystępny. Mogłabym śmiało powiedzieć, że otwarty. Jak wtedy, gdy nie potrafiliśmy przeżyć bez siebie godziny. Każda chwilka bez Karola była pusta i stracona. Ja Karolem oddychałam. Patrzyłam na świat jego oczami. Czułam świat jego zmysłami. Kochałam muzykę, której on słucha. Podziwiałam tych, których on podziwia. Karol był wszystkim czego potrzebowałam by istnieć. Nie miał braków ani wad. Był moim ideałem. Zakochana w nim bez pojęcia byłam najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Naiwnie sądziłam, że to coś specyficznego i wyjątkowego łączy tylko nas. Inni ludzie nie mają o tym pojęcia. Żyłam Karolem i dla Karola. Uzależniona od jego humoru. Spokojna, gdy on nie przeżywał swoich dramatów. Umierałam, gdy spotykało go coś niesprawiedliwie złego. Ja i Karol to jedno. Ślub był czymś oczywistym. Zdobędziemy świat! Ja go zdobędę dla Karola. Zresztą po co miałabym to robić? Cały świat był tylko tłem dla naszej miłości. Równie dobrze mógłby nie istnieć. Doskonale rozumiem rozpacz Basi. Mimo tego, że już nie jestem tamtą Samantą. To uczucie w wielkim bólu uległo całkowitemu przeobrażeniu. Miłość nas zaczarowała. Zwiodła i ogłupiła. Nie mam jej tego za złe. Był to wyjątkowy okres w moim życiu. Jak często tęsknię za nim! Mogę tylko żałować, że to zaklęcie nie trwało wiecznie. Karol odczarował mnie, a ja jego. Dzień po dniu wyzwalaliśmy się spod tego uroku. Aż tu nagle ten wczorajszy wieczór. Tak mnie zaskoczył. Czy można być szczęśliwą i smutną jednocześnie? Ja tak się właśnie czuję. Tak wiele emocji za sprawą jednego człowieka. Miłość jest piękna i niesamowicie trudna. Nigdy z niej nie zrezygnuję, ale nie zawsze sobie daję radę. Życie niech trwa, niech się nie kończy nigdy. Tak wiele razy zdarzyło mi się wykrzyknąć „mam dość!”, ale okłamywałam sama siebie. Nie miałam dość. Zawsze się podnosiłam i parłam do przodu. W niektórych momentach nawet na czworaka. I pomyśleć, że w zasadzie przyczyniał się do tego jeden człowiek, mój Karol. To on był odpowiedzialny za moje wzloty i moje upadki. Bo go kochałam i kocham nadal. Z tym, że nie godzę się na bycie bezbronną. Dlatego boję się tej miłości. Jestem ciągle zagubiona w swoich własnych uczuciach. Czy mamy wpływ na to kogo kochamy? Jak to się dzieje, że właśnie tego a nie tamtego wybrało moje serce? Chemia, wzorce rodzinne, zewnętrzna atrakcyjność. Co to takiego? Jaki wpływ mój ojciec miał na to, że pokochałam Karola? Lub jego mama na to, że on wybrał mnie? Dzieje się to na zasadzie podobieństw czy przeciwieństw? Patrząc obiektywnie, ja i moja teściowa to dwie skrajnie różne osobowości. Tak jak Karol i mój ojciec. Z tą chemią to też coś dziwnego. Jakby wyparowała… Atrakcją dla siebie już też nie jesteśmy. Małżeństwo obdarło nas z cudownego powabu świeżości i tajemniczości. Nie chodzi mi o to, że źle jest, gdy ludzie się znają jak dwa łyse konie. Fajnie jest tak wiele wiedzieć o Karolu, ale ja mam wrażenie, że wszystko już było. Czy on mnie nudzi? Czy ja nudzę jego? Tego niestety nie wiem. Wczorajszy wieczór był czymś zaskakującym. To dlatego tak między nami zagrało. Nuda. Czym jest nuda? Jak mogłabym przestać nudzić Karola? I czy w ogóle tego chcę? Czy w przeciwnym wypadku spotka mnie to co Basię? Czy Karol mógłby mnie zdradzić? Basia podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Wiem, że bym przetrwała, ale nie chcę by mi się to przytrafiło.
Zaparzyłam sobie kawę. Uczę się ją pić bez cukru. Otwieram okno. Ależ jest cudowny dzień. Do moich uszu dobiega śpiew ptaków. Sięgam po książkę. Kilka stron do kawy. Jaki cudowny poranek. Jest dobrze. Trzymam życie w swoich rękach.
- Sam! Twoja komórka dzwoni! Odbierzesz? - woła z głębi mieszkania Karol
- Przepraszam, obudził cię ten mój głupi telefon.- Mogłam wyłączyć dźwięk, ale zapomniałam o tym. Karol nakrywa głowę poduszką, a ja zamykam drzwi sypialni.
- Tak słucham?
- Witam pani Samanto. Czy mogę się pani przypomnieć? Krzysztof z tej strony.
Pan Anioł!
- A dzień dobry. Już na nogach? To znaczy, ze zdrowiem wszystko w porządku?
- W jak najlepszym porządku. Pani Samanto czy mógłbym zaprosić panią na kolację dziś wieczorem? Byłbym niezmiernie szczęśliwy.
- Jestem mężatką. Myślę, że… nie mogę przyjąć pana propozycji.
- Z chęcią poznam pani męża. Zapraszam was oboje!
- Panie Krzysiu… to miło z pana strony. Skonsultuję to z mężem i oddzwonię do pana.
- Świetnie. W takim razie do usłyszenia!
Jak mam to skonsultować? Muszę nakreślić mu całą sytuację. Jechałyśmy, wypadek, karetka. Wdzięczny kierowca. Jakoś mniej więcej tak. To proste. Czy chcę iść na tę kolację? Nie wiem, za to Karol na pewno nie zechce. Nie jest chętny do zawierania nowych znajomości w dzień wolny od pracy. Odsypia, odpoczywa i nabiera sił na kolejny tydzień. W sumie ze mną jest tak samo. Praca bardzo stresuje Karola. Mnie wykańcza fizycznie. Te wszystkie godziny ślęczenia nad komputerem. Układam sobie w głowie plan rozmowy. Chociaż w sumie to bez znaczenia jakich słów użyję. Wszystko i tak zależy od humoru Karola. Albo go będzie miał, albo nie. Sama w każdym bądź razie nie skorzystam z tego zaproszenia.
Karol wstał całkiem zadowolony z życia. Wypił kawę, poczytał wiadomości i nawet zapytał kiedy Baśka wraca. Moją opowieść o wypadku przyjął spokojnie.
- Nie mogłaś powiedzieć, że nie damy rady?
- Nie przyszło mi to do głowy. On jest wdzięczny i chciałby to po prostu okazać.
- No chyba nie mi? Idz z Jagodą. W końcu to z nią tam byłaś.
- A ty nie dasz rady?
- Ja nie mogę.
Raczej nie chcesz. Ale to szczegół. Mogę spotykać się obojętnie z jakim facetem, a po moim mężu zwyczajnie to spływa. Poczucie mojej wartości pikuje ostro w dół. Czy jemu zależy na mnie? Nie chcę wyjść na idiotkę więc nie zadaję na głos tego pytania. „Czy ty mnie jeszcze kochasz?” A może właśnie nie zadając go jestem idiotką?
- Karol, co ty do mnie czujesz?
- Błagam cię Sam, tylko nie zaczynaj! Daruj nam dzisiaj te psychoanalizy.
- Ja tylko spytałam…
- Tak, zawsze tylko pytasz, a potem się kłócimy. Jesteśmy razem i nie ma co psuć, ok.? Zróbmy obiad. Włączmy sobie jakiś film. Idź z Jagodą, gdzie tam sobie musisz i nie utrudniajmy sobie życia.
- Jasne.
Po co psuć tak dobre relacje? Robię mu ten obiad. Film da radę obejrzeć sam.
0 komentarze: