Śliwki w czekoladzie

By | 10/11/2015 Skomentuj
Zawiodłam. Śliwki w czekoladzie, całe dwadzieścia deko, doprowadziły mnie do potknięcia. Potem poszło już łatwo. Tyle się naczytałam jak to nie należy przejmować się ciężko porażką, a raczej skupiać na celu. Powinnam już rozumieć cały ten mechanizm wzlotów i upadków. I rozumiem, ale co z tego? Mój rozum i moje serce stale się ze sobą mijają gdzieś w drodze po szczęście. Z jednej strony rozkoszowałam się smakiem słodkiej czekolady w duecie z wytrawną śliweczką, ale z drugiej… Bardzo tego żałowałam. Dobra, nie będę kłamała! W ogóle nie żałowałam. I w tym cały problem. Smagałam się powrozem utkanym z poczucia porażki. Ale samego grzeszku wcale nie żałowałam. Samanto, ty bardzo dobrze wiesz, co się stało. Tracisz motywację. To dlatego dałaś się zwieść cukiereczkom i tego nie żałujesz. Pierogów ze skraweczkami zresztą też. Nie ma co zwalać winy na stres, marne życie czy pogodę. To wszystko zwykłe wykręty, które mają na celu odwrócenie mojej uwagi od istoty problemu. Dlaczego tracę motywację? Co się tak naprawdę stało? 
Jagoda zaprosiła nas na obiad. Mam to w nosie. Ona tak dobrze gotuje, a podaje jeszcze lepiej. To wpędza nie tylko w kompleksy. Z tymi bym sobie dała radę. Niestety to wpędza też w obżarstwo, a to już jest dla mnie realne zagrożenie. Wiem, że zrobi serniczek lub inne łakocie. Nie ma mowy! Piszę na Facebooku, że ja niestety nie mogę jej dzisiaj zaszczycić. Zwalam winę na depresję męża. Na to ona, że jak tam Pan mąż sobie chce, ale ja mam być. Na to ja, że mowy nie ma, nie opuszczę Karola w takim momencie. Na to ona, że jak najbardziej opuszczę bo jest rosół i pieczona kaczka w pomarańczach i serniczek na deser. Na to ja, że ona jest wredną świnią, bo doskonale wie, że jestem na diecie do czego sama mnie przymusza. Na co ona, że rosół i kaczka będą dla Karola na wynos, bo na pewno go głodzę, a dla mnie jest ryż brązowy z warzywami. Na to ja, żeby ona spadała. Nie będę się gapiła jak wtranżala swoją kaczkę i serniczek. Na to ona, że nie ma takiego zamiaru i że coś się stało i mam być. Na to ja, że ma gadać, o co chodzi. Na to ona, że dopiero po obiedzie. Jeśli chcesz złamać kobietę, podkręć na maksa jej ciekawość. To było wredne zagranie i bardzo dobrze wiem, że zrobiła to celowo. Doskonale przewidziała,  jak będę się skręcała z ciekawości i snuła kosmiczne domysły. To nie będę! Paszła precz, jak mówiła Gienia. Wielki mi obiad! Ryż z marchewką! Sernika to mi już żałuje. Skąpiradło jedne. Ja zawsze daję jej to, co mam najlepszego. Co niby takiego mogło się u niej wydarzyć? Jasne, że wiem! Celebryta dostał czkawki, albo sraczki. Stawiam na czkawkę, bo o końskiej sraczce pani mecenas nie rozmawia przy pieczonej kaczce w pomarańczach. Tak , miałaś Gieniu rację, paszła precz! Nie chcą nas dobrze karmić na salonach  to nie. Byle ryż mamy w swoim domu. I to jest w końcu święta  prawda. 
Przede mną mieszkała tutaj moja kochana prababciusia, Gienia. Nawet płytki w łazience są jeszcze po niej. Miałaś Gieniu przedpotopowy gust, do dziś straszy moich gości. Nie cierpię tej twojej łazienki, mimo całej tęsknoty za tobą. W ogóle tak jakoś mam, że remont łazienki to dla mnie synonim wzbogacenia się. Jeśli gdzieś usłyszę, jak ktoś o tym mówi, to od razu sobie myślę „No proszę, ta to się już dorobiła”. Bo wiadomo, że chwalą się kobiety. Karol podniósł się z łóżka i zapytał o te pierogi, które przecież zostały.  (Ups!) Potem spojrzał na mnie wymownie i powiedział „Aha”.  Uuu, dostałam cios prosto w żołądek. Aż mi się gorąco zrobiło. I tak przykro, naprawdę tak przykro… To już druga osoba dzisiaj, która mi jedzenia pożałowała.
- Paszoł precz!- krzyknęłam na całe gardło aż on podskoczył. Oczy wywalił na mnie jakbym żoną Shreka  była, znaczy się, Fioną.
- Co??? - wydukał
- Gucio! Mówię po polsku! Paszoł precz!
- To po polsku było?
- Nie, po syryjsku ty Mongole.
- Kurde, kiedy ci się ten okres skończy? Wytrzymać na bezrobociu z babą, która ma okres to się długo nie da. Od jutra szukam roboty - i trzask drzwiami od lodówki.
- A szukaj, szukaj! Może pieczoną kaczkę z pomarańczką byś zjadł? Rosołek i serniczek?
Zawrócił z pół drogi.
- Wiesz co! Ty sadystką jesteś, wiesz?! - wywalił mi prosto w twarz. - Mogłabyś w takim momencie mojego rozjechanego życia tak sobie nie pogrywać! Daruję ci tego Mongoła, ale tutaj to się doigrałaś!
- Moja siostra zaprasza cię głąbie na ten wypasiony obiad!
Co za radość w jego oczach, o to mi chodziło.
- Ale odmówiłam - dodałam lekko
- O d m ó w i ł a ś? - wydukał niedowiarek jeden
- Tak.
- Już po tobie! Utopię cię zołzo w wannie!
Wcale nie chciałam przed nim uciec. Raz dla pozoru pisnęłam, raz zawołałam „ ratunku, pomocy” i tak wylądowaliśmy w staroświeckiej wannie po Gieni. Dużo ciepłej wody, piany i śmiechu.
- Nie wiesz, czy mam jakąś czystą koszulę? - spytał Karol myjąc mi plecy
- Mnie pytasz? Ja w nich nie chodzę.
- Co z ciebie za żoną?
- Taka jaki z ciebie mąż. Wymarzona żona. Pomasuj mi kark, błagam.
- Za uprasowaną koszulę.
- Zgoda.
Cudowny relaks. Nigdzie nie chcę mi się wychodzić.
- Sam, od kiedy znów podjadasz?
- Nie podjadam.
- To gdzie te pierogi?
- Zamroziłam, nie sądziłam, że jeszcze będziesz chciał je jeść.
- I te śliwki w czekoladzie też zamroziłaś?
- Jakie znowu śliwki?
- Te, po których papierki zostały koło twojego laptopa.
- Ach o tych mówisz! Faktycznie, schowałam cukierki bo były mi potrzebne papierki. Muszę coś z nich zrobić. Taki gadżet, ale co ja ci tu będę truła.
- Sam… Zbierajmy się już, co?
- Już? Tak jest nam tu dobrze! Jeszcze tylko chwila.
Ale nie, gnała go wizja obiadu Jagódki. Mnie tam znowu ryż tak bardzo nie kręci. Cóż, taki los. Idziemy. I wcale nie jestem ciekawa, co ona ma mi do powiedzenia. Zresztą ja bym nie poszła. To Karol się uparł. Ci faceci! Jak dzieci!   


Nowszy post Starszy post Strona główna

0 komentarze: