- Może ten kompot już się ugotował?
- Zaraz zobaczę - Karol podniósł się z kanapy.
Tak bardzo boli mnie gardło, że jedyne co mogę przełknąć to płyn. Marzy mi się kompot truskawkowy. Na obiad była kanapka z szynką i z pomidorem. To nie dla mnie. Mój facet nie jest mistrzem w kuchni. Jestem tak słaba, że wyjście do łazienki wymaga ode mnie heroicznego wysiłku. Cały dzień przesypiam, a Karol ogląda filmy na YouTube. Głównie doniesienia w kwestii imigrantów. Budzę się w między czasie i trafiam na relacje z różnych stron Europy. Raz są to wydarzenia z Niemiec, innym razem z Francji czy Szwecji. Po jakimś czasie odnoszę wrażenie, że muzułmanie stoją już na progu naszego mieszkania. Oczywiście z zamiarem pozbawienia nas głów. To nie jest dobry temat w czasie rekonwalescencji. Nie chcę jednak naciskać na Karola, żeby dał sobie spokój z tym doinformowaniem. Wiem, nadrabia tygodniowe zaległości. Wróci do pracy i przecież musi mieć o czym rozmawiać z kolegami. Jestem zbyt chora by tłumaczyć mu cel kręcenia tego typu programów. Oraz to, jak sztucznie pompuje się w nich napięcie. Moje skromne prywatne zdanie, które nikogo nie obchodzi, jest takie, że za takimi wydarzeniami stoi coś naprawdę ważnego, od czego usiłuje się odciągnąć publiczną uwagę. Świat w którym żyjemy nie jest stabilny. Jestem tak zmęczona medialną papką na co dzień, że teraz tym bardziej mam dość. Szczególnie tych wszystkich spekulacji w jakim kierunku to się potoczy. Wracam do sypialni.
- Zobacz co Kolonko nadaje - woła za mną Karol
- Może później - szepczę.
Na dziś koniec zastraszania. Marzy mi się świat idealny. Nie chcę się karmić paskudztwem. I bez tego jestem chora. Mam w sypialni półkę z książkami. Kupuję je z zamiarem przeczytania w tak zwanej wolnej chwili. Trochę się już tego uzbierało. Za to ten wolny czas jakby się skurczył. Gdy przypadkiem już mi się przytrafi, to śpię lub nadrabiam zaległości… w pracy. Taki traf. Czytanie to nie jedyna przyjemność, której się musiałam wyzbyć. Przetwory na zimę, to moja kolejna zwałka. Uwielbiam te wszystkie śliczne, kolorowe słoiczki. Dżemiki, pikle, soczki, sałatki i moje ukochane grzybki marynowane. Ile fajnych pomysłów mają dziewczyny na swoich blogach! Szkoda, że nie mam kiedy produkować tych cudów. Jeśli już coś trafi na mój regał w piwniczce, to drogą szczodrego obdarowania. Na szczęście mama, teściowa i Jagódka to fanki przetworów. Jagódka i Pachnący ze szczególnym naciskiem na grzybobranie i grzybo-przetwórstwo. Coś tam nieraz mi kapną. Niech im za to grzyby w lesie rosną! Mama robi soki z malin w hurtowej ilości, a teściowa ogórki. Ojcuś cytrynówkę. I tak mi ta zima zleci. Resztę w biegu dokupię. Ale rzecz jasna, pozbywam się nie lada frajdy i nie realizuję się jako stuprocentowa kobieta. Wiem, że drzemie we mnie
artystyczna dusza więc miałabym pole do popisu. Jeszcze nie teraz Samanto. Ze mną tak jest, że o ogórkach na zimę przypominam sobie wtedy gdy one już się skończą. Mimo szczerych chęci. Zadzwonił mój telefon. O rany, kto to? Wcale nie mam ochoty na rozmowę. Predyspozycji też nie mam. Nie, nie odbieram. W końcu ledwo żyję. Cóż, ktoś jest bardzo natarczywy, za bardzo jak na niedzielny wieczór. Zerkam kto to. Basia?
artystyczna dusza więc miałabym pole do popisu. Jeszcze nie teraz Samanto. Ze mną tak jest, że o ogórkach na zimę przypominam sobie wtedy gdy one już się skończą. Mimo szczerych chęci. Zadzwonił mój telefon. O rany, kto to? Wcale nie mam ochoty na rozmowę. Predyspozycji też nie mam. Nie, nie odbieram. W końcu ledwo żyję. Cóż, ktoś jest bardzo natarczywy, za bardzo jak na niedzielny wieczór. Zerkam kto to. Basia?
- Hej - usiłuję wydobyć z siebie głos
W odpowiedzi słyszę najpierw szloch, a potem dopiero ludzką mowę.
- Samanto, dziękuję, że odebrałaś! Czy mogę do ciebie przyjść?
- Basiu, jasne, że tak…ale ja jestem chora…
- Nie ważne, o ile ci nie będę przeszkadzała. Nie mam się gdzie podziać. Misiek kazał mi się wyprowadzić!
- Co???
- No tak!- szloch - Jednak jest z tą dziewczyną.- szloch.
Dlaczego teraz? Nie mógł poczekać aż będę zdrowa? Nie mam siły zająć się sobą, a tu Basia… Wstydź się Samanto! Ciebie nikt z domu nie wyrzucił. Ludzie, to jakiś absurd.
- Basiu…czy ty wszystko dobrze zrozumiałaś? - pytam głupio
- Jak cholera!- szloch- Ja nie chcę żyć!
- Ok., ok.- mówię szybko - Gdzie ty jesteś?
Szloch, smarkanie, łkanie. Dobrze nie jest. Co ja teraz zrobię?
- Przyjedź Basiu - mówię.
Wstaję z łóżka. Karol obrzucił mnie zdziwionym spojrzeniem. Ja go też, bo nie pamiętam żebyśmy mieli w lodówce piwo.
- Moja przyjaciółka ma problemy.- łapię oddech- i zaraz do nas wpadnie. Możliwe, że zanocuje.
- Gdzie? W wannie?
- …No może tu, na kanapie?...
- A co ze mną? Mam się zarazić od ciebie?! Jaka przyjaciółka?!- jest zły.
- Karolku, proszę cię.. ona ma kłopoty. To Basia, z mojej pracy.
- Co? Ledwo zaczęłaś tam pracować, a już masz przyjaciółkę? Jaka znowu Basia?
Nie lubię jak na mnie krzyczy. Nic złego nie zrobiłam. Mam prawo pomóc człowiekowi w potrzebie. Gdyby on oczekiwał tego ode mnie, nie zawahałabym się ani minuty. Czy Karol zawsze był taki ? A to dobre pytanie.
- Basia, nasza dziennikarka. Jej mąż ma kogoś- uznałam, że powinnam mu to powiedzieć
- No to piękne masz tam towarzystwo! Jasne, ja się mogę wynieść!
- Co robisz?- pytam
- Jak to co? Wychodzę!
- Nie, nie musisz.
Śmiech. Spakował się błyskawicznie. I wyszedł. Dokąd? Nie opłaca mi się wracać do łóżka, bo mam nadzieję, że Basia szybko się zjawi. Tracę siły. Po nie wiem jakim czasie, w końcu odezwał się domofon. Wpuszczam Basię.
- Przepraszam cię Samanto!- oczy ma zapuchnięte od płaczu.
- Nie ma sprawy. Tak mi przykro.
- Ależ ty jesteś chora! O nie, nie powinnam była ci się zwalać!
- Mam anginę.
- O nie! Powinnam iść do jakiegoś hotelu.
- Spokojnie. Z tym, że sama będziesz musiała pościelić sobie łóżko. A tak w ogóle, to nie daję rady utrzymać się na nogach.
- Połóż się!
Idziemy do mojej sypialni. Basia siada na podłodze, plecami oparta o szafę. Jak leżę to jest mi już lepiej. Ona może tu sobie być, bylebym nie musiała nic więcej robić.
- Opowiadaj- proponuję.
- Od czego mam zacząć? Najpierw wszystkiego się wyparł. Powiedział, że to był taki dowcip. Uwierzyłam mu. Dzisiaj… ta dziewczyna przyjechała do nas. Ona jest w ciąży. W trzecim miesiącu. Kazała Miśkowi zdecydować. I on zdecydował. Nie zostawi swojego dziecka, a tę Iwonkę kocha. Mieszkanie jest jego, sama więc rozumiesz?
- Nie wiem… Tak po prostu wyszłaś?
- A co miałam zrobić? Co może zrobić kobieta w takiej sytuacji?
- Nie wiem. Walczyć?
Basia spuściła głowę. Gdybym była zdrowa to zapewne przytuliłabym ją. Naprawdę mi jej szkoda. Jakimś dziwnym trafem Basi problemy spadły i na mnie. Ich kaliber tak bardzo mnie zaskoczył, że jedyne co mi przyszło do głowy, to odłożyć ten problem do jutra. Dzisiaj i tak nie jestem w stanie nic zrobić. A czy ona myśli racjonalnie? Biedna Basia.

0 komentarze: