- Ach to pan! Jak pan się czuje? - intensywnie się zastanawiam jak to się dzieje, że ten człowiek do mnie dzwoni. Właśnie do mnie.
- Jeszcze na szpitalnym łóżku, ale codziennie jest lepiej. Gdyby nie pani… to mogłoby dzisiaj nie być tej rozmowy. Jest pani aniołem.
- Co też pan opowiada! Obie z siostrą znalazłyśmy się tam zupełnie przez przypadek. A tak szczerze mówiąc, to raczej Jagodzie należałoby się podziękowanie.
- Tak, ale ja zapamiętałem pani twarz i pani oczy. Najpiękniejsze zielone oczy jakie w życiu widziałem.
- Czy pan usiłuje ze mną flirtować, ma pan gorączkę? Panie Krzysiu!
- Pani Samanto, w takim razie, czy mógłbym pani osobiście podziękować, gdy już stąd wyjdę?
O ludzie, co ja mam mu odpowiedzieć? Osobiście, a po co? Co on przez to rozumie?
- Proszę się kurować. Bardzo się cieszę, że odzyskuje pan zdrowie.
- Rozumiem, jeśli panią uraziłem swoją nachalnością, to bardzo przepraszam. Miło mi było usłyszeć pani głos. Pozwolę sobie jeszcze zadzwonić…może za jakiś czas. Życzę pani miłego dnia.
I się rozłączył. Stoję jak wrośnięta w podłogę. Najpiękniejsze jakie w życiu widziałem? Moje oczy? O kurde! Jak miło! Skąd miał mój numer? Od Jagódki?
- Słuchaj, dawałaś temu człowiekowi z Audi mój numer?- dzwonię do niej.
- Ależ skąd! Temu od „jest pani aniołem”?
- Tak, temu. No tak, umówmy się, że to on jest Pan Anioł.
- Może być i Pan Anioł. Dzwonił? Jak z nim?
Ona naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Jak nic, jest niezamieszana w żadną intrygę. Wiem kiedy kłamie. W końcu nie raz mnie nabrała.
- On chce mi osobiście podziękować.
- Miło. Odwiedźcie go z Karolem w szpitalu.
Karol? Karol o niczym nie wie. Kiedy miałam mu powiedzieć? Karol nie ma czasu chodzić po szpitalach do obcych ludzi, a ja też tego nie planowałam. To by było strasznie głupie… Nie, nie będzie żadnych odwiedzin! Facet przeżył i dobrze. Tylko, że jego telefon sprawił mi wyraźnie przyjemność... Czy mnie to dziwi? Dawno nikt się mną nie zachwycał. Aż tu nagle ten cały Pan Anioł.
- Słuchaj, skąd ten gość mógł mieć mój numer?- pytam Jagódkę.
- Mam pewną koncepcję. Mogę to sprawdzić jeśli ci zależy.
- Nie. Nie wiem. No to się dowiedz!
- Aha. Jadę dzisiaj po pracy do Celebryty. Nauczyłam go dawać buziaczki. Chcesz się załapać na końskiego całuska?
- Chciałabym, ale się boję, że mi dziurę w twarzy wygryzie. A co, Daniel z tobą nie pojedzie?
- Wyjechał w interesach. Na kolację planuję guacamole, pomyśl czy nie chcesz skorzystać.
- Jestem za leniwa na wycieczki i za bardzo obłożona robotą by skorzystać z twojego zaproszenia. Poza tym, postanowiłam zrobić Karolowi krokiety z mięskiem. I barszczyk czerwony.
- Zadziwiasz mnie Samanto. To powodzenia.
Sama siebie zadziwiam. I to jak! Rachu ciachu rozrabiam ciasto na naleśniki. Pierwszy mi się rozwalił. Jak zwykle. Kolejne wychodzą coraz lepsze. Przesadziłam z tymi krokietami. Naleśniki z dżemikiem z zadupińskich antonówek też są ekstra. Co ja jeszcze do nich mam? O, serek homogenizowany nie jest zły. A może truskawki? Nie, wolę jabłuszka. Karol zresztą też. A co jeśli ten cały Pan Anioł zadzwoni jeszcze raz? To powiem mu, że…. żeby więcej nie dzwonił. I on więcej nie zadzwoni. Samanto, czy ty na głowę upadłaś? Wystarczy jak cię ten facet zobaczy i flirtów mu się odechce. Zapamiętał moje oczy, niech ujrzy cała resztę. I tę oto smutną sentencję zagryzłam pysznym naleśniczkiem. Tak dla równowagi. Obżeram się jak ta głupia. Tak w ramach rekompensaty za to, że już nigdy więcej nie usłyszę, "jest pani aniołem" i to o najpiękniejszych oczach na świecie. A niech to, szkoda. Już zapomniałam jakie to ekscytujące uczucie, podobać się komuś. Zmywam brudne naczynia lecz oczami wyobraźni widzę różne warianty spotkania z Panem Aniołem. W końcu czy tym fantazjowaniem wyrządzam komuś krzywdę?
Wariant pierwszy. Pan Anioł wchodzi z bukietem białych róż do TM. Menda Kasia robi słodką minkę „Och, nie trzeba było!”. Ale Pan Anioł obrzuca ją olewczym spojrzeniem i podchodzi do mnie. Kasia się dławi z zazdrości. Basia kiwa głową i mówi „No, no, rozkochałaś go w sobie”
Wariant drugi. Pan Anioł ma nową ekstra brykę. Z piskiem opon podjeżdża pod Biedronkę. Łapie moje reklamówki z zakupami i tacha je za mnie. Powiał wiatr. Bez wahania zarzuca na moje ramiona swoją marynarkę. Mówi „Tak długo czekałem na to spotkanie. Nareszcie panią odnalazłem”. Wbija we mnie swój zachwycony wzrok.
Wariant trzeci. Pan Anioł przysyła mi kosz z kwiatami i liścik napisany na pachnącej, błękitnej bibułce. „Stoję w deszczu pod Pani oknem. Błagam o litość. Proszę przyjąć zaproszenie na kolację. Tylko ten jeden raz.” Wyglądam przez okno. Jest tam, na dole, stoi w strugach deszczu. Mam przeczucie, że będzie tak stał i stał, i stał.
Wariant czwarty.
Zgrzyt klucza w zamku. Karol już wraca?
- Hej, co tak wcześnie? - pytam
- Jak wcześnie! Znów nas przetrzymał. Masz coś do jedzenia jak widzę.
Klapnął na kanapie. Włącza laptopa. Żadnego tam co u ciebie.
- Nawet nie zapytasz co u mnie?
Nie zaszczycił mnie spojrzeniem.
- Karol, ja mówię do ciebie!
- Słyszę! Co chcesz?!
Nie odrywa wzroku od klawiatury.
- A jak myślisz? Może odrobiny zainteresowania? Może jakieś „Witaj kochanie”.
- A ty mnie tak witasz?
Przytkało mnie, ale tylko na chwilę.
- Ja jestem kobietą! Potrzebuję adoracji! Twojej uwagi!
- Jasne, bo ja jestem zimny drań i wystarcza mi do życia zachrzan w robocie! Czego się czepiasz? Jestem zmęczony! Wracam do domu po ciężkiej pracy i zwyczajnie chcę odpocząć!
- Faktycznie, bo ja leżę cały dzień do góry brzuchem!
- A cholera cię wie, co ty robisz!
- Tego to już za wiele! Wypraszam sobie! Tyram jak głupia i to ja tobie smażę te naleśniki. Ty mi nigdy!
- Nie chcę tych twoich naleśników! Nie tknę ich!
- A pewnie, że nie!
Z wielkim impetem wywaliłam te głupi naleśniki do kosz na śmieci. Na pewno ich nie tkniesz.
- Radź sobie sam! Idę cholera wie co robić!
Złapałam kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Ruszam przed siebie. Ryczę, bo jakże by inaczej. Jeżdżę bez celu. Nie mam co ze sobą zrobić. Jestem taka nieszczęśliwa. Do domu na pewno teraz nie wrócę. Jak on mógł mnie tak potraktować? Pięknie, skończyły mi się chusteczki higieniczne. Przecież nie będę smarkać w rękaw. A niech to. No dobrze, pojadę do studia. Mam tam trochę pracy. To mnie uspokoi. Na parkingu stoi mercedes mojego szefa. Dziwne, bo rzadko tu bywa o tej porze dnia. W samochodowym lusterku koryguję swój wygląd. Decyduję, że ujdzie. To nawet dobrze, że w studiu jest szef. Omówię z nim na spokojnie pewien projekt. Otwieram drzwi do gabinetu szefa i… szybko się wycofuję. Jest tam z Kasią i to w niedwuznacznej sytuacji. Czy on nie ma żony? Czy ona nie ma męża? Jestem w szoku. Zabieram się stamtąd, na szczęście przez nikogo niezauważona. To ohydne. Jak tak można? A to puszczalska! A ja i ten cały Pan Anioł?
Wariant czwarty. Nie odbieram telefonu od Pana Anioła. Wracam do domu i godzę się z Karolem. Nie fantazjuję, bo wyrządzam tym krzywdę własnemu małżeństwu. W końcu wszystko zaczyna się w głowie. Przeproszę Karola. Niestety, nie ma go w domu. Zastanawiam się czy wybrał się na rower, czy na piwo. Co to zresztą za różnica? Nie ma go i tyle. Co się z nami stało? Od jak dawna między nami jest tak beznadziejnie? Co mam zrobić? Jedyne co przychodzi mi do głowy, to zrobić sobie kanapkę. Lecz ta myśl wywołuje we mnie o dziwo wielki ból. Jesteś słabą kobietką Samanto. Nie potrafisz zapanować nawet nad własnym obżarstwem. Znów ten ostry ból gdzieś w głębi mojego serca. A jeśli to jest źródłem moich problemów? Jeśli Karol dlatego ucieka ode mnie? W końcu to młody, atrakcyjny facet. A na tym świecie jest niejedna taka Kasia. Ta myśl boli jak nie wiem co. Trudno powiedzieć jak długo siedzę tak całkowicie po ciemku. W końcu słyszę jak Karol wraca.
- Ale mnie wystraszyłaś! Czemu tak siedzisz?- zawołał.
Po jego ubraniu poznaję, że był na rowerze. Oddycham z ulgą.
- Nie chciałam cię wystraszyć. Przepraszam…za wszystko.
- Jeszcze na szpitalnym łóżku, ale codziennie jest lepiej. Gdyby nie pani… to mogłoby dzisiaj nie być tej rozmowy. Jest pani aniołem.
- Co też pan opowiada! Obie z siostrą znalazłyśmy się tam zupełnie przez przypadek. A tak szczerze mówiąc, to raczej Jagodzie należałoby się podziękowanie.
- Tak, ale ja zapamiętałem pani twarz i pani oczy. Najpiękniejsze zielone oczy jakie w życiu widziałem.
- Czy pan usiłuje ze mną flirtować, ma pan gorączkę? Panie Krzysiu!
- Pani Samanto, w takim razie, czy mógłbym pani osobiście podziękować, gdy już stąd wyjdę?
O ludzie, co ja mam mu odpowiedzieć? Osobiście, a po co? Co on przez to rozumie?
- Proszę się kurować. Bardzo się cieszę, że odzyskuje pan zdrowie.
- Rozumiem, jeśli panią uraziłem swoją nachalnością, to bardzo przepraszam. Miło mi było usłyszeć pani głos. Pozwolę sobie jeszcze zadzwonić…może za jakiś czas. Życzę pani miłego dnia.
I się rozłączył. Stoję jak wrośnięta w podłogę. Najpiękniejsze jakie w życiu widziałem? Moje oczy? O kurde! Jak miło! Skąd miał mój numer? Od Jagódki?
- Słuchaj, dawałaś temu człowiekowi z Audi mój numer?- dzwonię do niej.
- Ależ skąd! Temu od „jest pani aniołem”?
- Tak, temu. No tak, umówmy się, że to on jest Pan Anioł.
- Może być i Pan Anioł. Dzwonił? Jak z nim?
Ona naprawdę nie ma z tym nic wspólnego. Jak nic, jest niezamieszana w żadną intrygę. Wiem kiedy kłamie. W końcu nie raz mnie nabrała.
- On chce mi osobiście podziękować.
- Miło. Odwiedźcie go z Karolem w szpitalu.
Karol? Karol o niczym nie wie. Kiedy miałam mu powiedzieć? Karol nie ma czasu chodzić po szpitalach do obcych ludzi, a ja też tego nie planowałam. To by było strasznie głupie… Nie, nie będzie żadnych odwiedzin! Facet przeżył i dobrze. Tylko, że jego telefon sprawił mi wyraźnie przyjemność... Czy mnie to dziwi? Dawno nikt się mną nie zachwycał. Aż tu nagle ten cały Pan Anioł.
- Słuchaj, skąd ten gość mógł mieć mój numer?- pytam Jagódkę.
- Mam pewną koncepcję. Mogę to sprawdzić jeśli ci zależy.
- Nie. Nie wiem. No to się dowiedz!
- Aha. Jadę dzisiaj po pracy do Celebryty. Nauczyłam go dawać buziaczki. Chcesz się załapać na końskiego całuska?
- Chciałabym, ale się boję, że mi dziurę w twarzy wygryzie. A co, Daniel z tobą nie pojedzie?
- Wyjechał w interesach. Na kolację planuję guacamole, pomyśl czy nie chcesz skorzystać.
- Jestem za leniwa na wycieczki i za bardzo obłożona robotą by skorzystać z twojego zaproszenia. Poza tym, postanowiłam zrobić Karolowi krokiety z mięskiem. I barszczyk czerwony.
- Zadziwiasz mnie Samanto. To powodzenia.
Sama siebie zadziwiam. I to jak! Rachu ciachu rozrabiam ciasto na naleśniki. Pierwszy mi się rozwalił. Jak zwykle. Kolejne wychodzą coraz lepsze. Przesadziłam z tymi krokietami. Naleśniki z dżemikiem z zadupińskich antonówek też są ekstra. Co ja jeszcze do nich mam? O, serek homogenizowany nie jest zły. A może truskawki? Nie, wolę jabłuszka. Karol zresztą też. A co jeśli ten cały Pan Anioł zadzwoni jeszcze raz? To powiem mu, że…. żeby więcej nie dzwonił. I on więcej nie zadzwoni. Samanto, czy ty na głowę upadłaś? Wystarczy jak cię ten facet zobaczy i flirtów mu się odechce. Zapamiętał moje oczy, niech ujrzy cała resztę. I tę oto smutną sentencję zagryzłam pysznym naleśniczkiem. Tak dla równowagi. Obżeram się jak ta głupia. Tak w ramach rekompensaty za to, że już nigdy więcej nie usłyszę, "jest pani aniołem" i to o najpiękniejszych oczach na świecie. A niech to, szkoda. Już zapomniałam jakie to ekscytujące uczucie, podobać się komuś. Zmywam brudne naczynia lecz oczami wyobraźni widzę różne warianty spotkania z Panem Aniołem. W końcu czy tym fantazjowaniem wyrządzam komuś krzywdę?
Wariant pierwszy. Pan Anioł wchodzi z bukietem białych róż do TM. Menda Kasia robi słodką minkę „Och, nie trzeba było!”. Ale Pan Anioł obrzuca ją olewczym spojrzeniem i podchodzi do mnie. Kasia się dławi z zazdrości. Basia kiwa głową i mówi „No, no, rozkochałaś go w sobie”
Wariant drugi. Pan Anioł ma nową ekstra brykę. Z piskiem opon podjeżdża pod Biedronkę. Łapie moje reklamówki z zakupami i tacha je za mnie. Powiał wiatr. Bez wahania zarzuca na moje ramiona swoją marynarkę. Mówi „Tak długo czekałem na to spotkanie. Nareszcie panią odnalazłem”. Wbija we mnie swój zachwycony wzrok.
Wariant trzeci. Pan Anioł przysyła mi kosz z kwiatami i liścik napisany na pachnącej, błękitnej bibułce. „Stoję w deszczu pod Pani oknem. Błagam o litość. Proszę przyjąć zaproszenie na kolację. Tylko ten jeden raz.” Wyglądam przez okno. Jest tam, na dole, stoi w strugach deszczu. Mam przeczucie, że będzie tak stał i stał, i stał.
Wariant czwarty.
Zgrzyt klucza w zamku. Karol już wraca?
- Hej, co tak wcześnie? - pytam
- Jak wcześnie! Znów nas przetrzymał. Masz coś do jedzenia jak widzę.
Klapnął na kanapie. Włącza laptopa. Żadnego tam co u ciebie.
- Nawet nie zapytasz co u mnie?
Nie zaszczycił mnie spojrzeniem.
- Karol, ja mówię do ciebie!
- Słyszę! Co chcesz?!
Nie odrywa wzroku od klawiatury.
- A jak myślisz? Może odrobiny zainteresowania? Może jakieś „Witaj kochanie”.
- A ty mnie tak witasz?
Przytkało mnie, ale tylko na chwilę.
- Ja jestem kobietą! Potrzebuję adoracji! Twojej uwagi!
- Jasne, bo ja jestem zimny drań i wystarcza mi do życia zachrzan w robocie! Czego się czepiasz? Jestem zmęczony! Wracam do domu po ciężkiej pracy i zwyczajnie chcę odpocząć!
- Faktycznie, bo ja leżę cały dzień do góry brzuchem!
- A cholera cię wie, co ty robisz!
- Tego to już za wiele! Wypraszam sobie! Tyram jak głupia i to ja tobie smażę te naleśniki. Ty mi nigdy!
- Nie chcę tych twoich naleśników! Nie tknę ich!
- A pewnie, że nie!
Z wielkim impetem wywaliłam te głupi naleśniki do kosz na śmieci. Na pewno ich nie tkniesz.
- Radź sobie sam! Idę cholera wie co robić!
Złapałam kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Ruszam przed siebie. Ryczę, bo jakże by inaczej. Jeżdżę bez celu. Nie mam co ze sobą zrobić. Jestem taka nieszczęśliwa. Do domu na pewno teraz nie wrócę. Jak on mógł mnie tak potraktować? Pięknie, skończyły mi się chusteczki higieniczne. Przecież nie będę smarkać w rękaw. A niech to. No dobrze, pojadę do studia. Mam tam trochę pracy. To mnie uspokoi. Na parkingu stoi mercedes mojego szefa. Dziwne, bo rzadko tu bywa o tej porze dnia. W samochodowym lusterku koryguję swój wygląd. Decyduję, że ujdzie. To nawet dobrze, że w studiu jest szef. Omówię z nim na spokojnie pewien projekt. Otwieram drzwi do gabinetu szefa i… szybko się wycofuję. Jest tam z Kasią i to w niedwuznacznej sytuacji. Czy on nie ma żony? Czy ona nie ma męża? Jestem w szoku. Zabieram się stamtąd, na szczęście przez nikogo niezauważona. To ohydne. Jak tak można? A to puszczalska! A ja i ten cały Pan Anioł?
Wariant czwarty. Nie odbieram telefonu od Pana Anioła. Wracam do domu i godzę się z Karolem. Nie fantazjuję, bo wyrządzam tym krzywdę własnemu małżeństwu. W końcu wszystko zaczyna się w głowie. Przeproszę Karola. Niestety, nie ma go w domu. Zastanawiam się czy wybrał się na rower, czy na piwo. Co to zresztą za różnica? Nie ma go i tyle. Co się z nami stało? Od jak dawna między nami jest tak beznadziejnie? Co mam zrobić? Jedyne co przychodzi mi do głowy, to zrobić sobie kanapkę. Lecz ta myśl wywołuje we mnie o dziwo wielki ból. Jesteś słabą kobietką Samanto. Nie potrafisz zapanować nawet nad własnym obżarstwem. Znów ten ostry ból gdzieś w głębi mojego serca. A jeśli to jest źródłem moich problemów? Jeśli Karol dlatego ucieka ode mnie? W końcu to młody, atrakcyjny facet. A na tym świecie jest niejedna taka Kasia. Ta myśl boli jak nie wiem co. Trudno powiedzieć jak długo siedzę tak całkowicie po ciemku. W końcu słyszę jak Karol wraca.
- Ale mnie wystraszyłaś! Czemu tak siedzisz?- zawołał.
Po jego ubraniu poznaję, że był na rowerze. Oddycham z ulgą.
- Nie chciałam cię wystraszyć. Przepraszam…za wszystko.

0 komentarze: