Obudziłam się nad ranem. Jest 03:18. Trochę za wcześnie żeby wstać. Odkąd Basia zajęła kanapę, Karol śpi obok mnie. Słyszę jak miarowo oddycha. Jego bliskość działa na mnie kojąco. Nie jestem sama ze swoimi zmartwieniami. Bo nieustannie martwię się problemem Basi oraz tym, jaki to ja mam z nią problem. Okazuje się, że moja ofiarna chęć niesienia pomocy ma swoje granice. Dochodzi do mojej świadomości fakt, jak bardzo stałam się wygodnicka. Teraz pracuję, teraz śpię, a teraz wyleguję się w wannie. Nie wolno innym zakłócić mi tego rytmu. Oboje z Karolem nauczyliśmy się funkcjonować obok siebie na takich właśnie zasadach. On nie zaburza mojego życia, a ja jego. Schodziliśmy sobie z drogi tylko po to, by móc żyć według wykreowanych przez siebie koncepcji na to życie. Czy to jest egoizm? W jakimś stopniu na pewno. Przecież liczy się tylko to co mi w danym momencie odpowiada i co jest mi do życia potrzebne. Stawiamy na swoim dla własnej wygody. Karol lubi rozwalić się na kanapie i odpocząć po stresującej pracy. Nie wchodzę mu wtedy w paradę. Ja do pracy w domu wymagam absolutnego skupienia więc tym razem on ustępuje mi pola. Nasz dom, to nasz azyl. I dzieje się tu tylko to, co nam odpowiada. Obecność Basi bardzo mi to uświadomiła. Jakim jestem człowiekiem? Rzeczywiście nazwanie jej mianem swojej przyjaciółki jest trochę nad wyraz. Przyjaźń może nam się dopiero przytrafić. Teraz jest to tylko sympatyczna koleżanka z pracy. Czy to coś zmienia? Niewiele. Ona nie ma nikogo. W przeciwnym wypadku nie byłoby jej u nas. W pierwszy odruchu serca zadzwoniła do mnie. Musiałam więc dobrze jej się skojarzyć. Jako ktoś, kto będzie jej życzliwy. Jestem jej życzliwa. Bardzo się martwię tym, co ją spotkało, oraz tym jak potoczy się jej bliższe i dalsze życie. Obawiam się, że chociaż tak bardzo wyczekuje telefonu od męża to wcale nie będzie dla niej dobre. Mam takie niesmaczne skojarzenie, że Basia uczyniła sobie z męża bożka. Uprawia więc w tym małżeństwie niejako kult Misia. Te nieustanne ofiary, które mu składała. Ta cześć, którą go otoczyła. To całkowite zdanie się na niego. Stał się dla niej bóstwem. Nawet teraz jedyne czego pragnie to móc wrócić do niego i z jeszcze większą gorliwością go hołubić. Istnieje coś takiego jak kult jednostki. Nie zawsze dotyczy to osób ze szczytu świecznika społecznego. Bywają matki, które ubóstwiają własnych synków. Bywają żony, które stają się dywanikami, o które wycierają buty ich osobiści mężowie. Są też żony, które wiodą byt niczym boginie. Wystarczy, że zrobią kapryśną minkę, a ich mężowie stają na baczność. Coś takiego spotkało Basię. Nie mam żadnego doświadczenia w tych kwestiach. Nie wiem jak to się leczy. Ponad wszelką wątpliwość mogę za to stwierdzić, że Basia jest w ciężkim szoku. Nie może uwierzyć w to co jej się przytrafiło. Nie chce się z tym pogodzić. Tak jak moja prababcia Gienia nie mogła pogodzić się ze śmiercią swojego Stacha. Dla niej on ciągle żył. Wszystkie jego rzeczy musiały leżeć dokładnie w tym miejscu, w którym on je pozostawił. Nikt nie miał prawa ich tknąć. Szybko dopadł ją wylew. Nie chcę by coś takiego spotkało Basię. Nie chcę by złe przeżycie doszczętnie ją zniszczyło. Z racji na jej bezbronność czuję się za nią w pewien sposób odpowiedzialna. Tak, moje wypełnione po brzegi życie było stabilne i miałam nad nim kontrolę, co bardzo mi odpowiadało. Aż do teraz. Jasne, że mogę odczekać jeszcze dzień lub dwa i poinformować Basie, radź sobie teraz sama bo ja mam swoje życie. Może nawet Karol tego ode mnie oczekuje. Z tym, że nie zrobię tego. Baśka zostanie z nami. Aż uzna, że da sobie radę lub gdy znajdziemy jakieś inne zadowalające nas wszystkich rozwiązanie. Na samą myśl o tym spadł mi wielki ciężar z serca. Bo w sumie co takiego się stanie, jeśli przez chwilę z nami pomieszka? Póki co, wzięła tydzień urlopu i może sobie siedzieć i płakać do woli. Niech wypłacze cały ten żal i szok. Mam nadzieję, że sprawi jej to w końcu ulgę.
- Nie śpisz? - zapytał Karol
- Nie, ale ty dlaczego się obudziłeś?.
- Wiesz co Sam, głupia sprawa z tą twoją kumpelą.
- Tak?
- Kota zawiozłaś do Zadupia i czułem się z tym dziwnie. A to przecież jest zrozpaczony człowiek.
- Wiem, myślałam o tym samym.
- Serio?
- Tak. Jesteśmy strasznymi egoistami. I bardzo się cieszę, że masz podobne odczucia. Bardzo!
- Dasz radę? Głównie to ciebie obciąża.
- Daj spokój Karol, jakie tam obciąża? To nie jest babcia po udarze, którą się trzeba non stop zajmować. Poić, karmić, tyłek podcierać. Oczywiście, że spróbuję jej pomóc. Chociaż nie wiem jak. Myślę, że na razie póki ma ten urlop to sobie płacze.
- Może pogadać z Jagodą? - zaproponował
- Tak, ale to za jakiś czas i jak Basia się zgodzi..
- Jasne. To tak zróbmy.- wyczułam w jego głosie ulgę.
- Musisz mi tylko jedno obiecać.
- Co?
- Że się w Basi nie zakochasz. Z takiej opieki to…
- Przestań! To nie mój typ! Jest za płaska. O tutaj, to mam zdecydowanie coś fajniejszego…

0 komentarze: