Już w nocy czułam, że będę chora. Dopadły mnie wszystkie objawy grypy. Rano wiedziałam, że nie jest dobrze. Zadzwoniłam do redakcji i ustaliłam z szefem, że przez trzy dni popracuję w domu. Czułam, że on nie jest tym zachwycony, ale w zasadzie nie mógł się nie zgodzić. Zaopatrzona w gorącą herbatę z sokiem malinowym, wracam do łóżka. Dzisiaj na pewno nie jestem w stanie nic zrobić. Boli mnie dosłownie wszystko. Karola wystraszyłam swoim stanem, bo on nie może się ode mnie zarazić. Czyżby był na mnie zły za tę chorobę?
- Coś ci potrzeba? - rzucił na odchodne
- Nie, dam sobie radę.
Szkoda, że tak łatwo pozwoliłam mu się wywinąć. Powinnam stworzyć dużą listę swoich potrzeb. Zakupy, ciepła zupka, dodatkowy kocyk, odkurzona podłoga i dobowy nadzór w chorobie. Jeśli on mało we mnie inwestuje, to jak ma mnie cenić? Czy to ja sama zaniżam swoją wartość? I jemu na to pozwalam? Teraz pozwoliłam, by nie czuł się za mnie odpowiedzialny. A nawet, by wpędził mnie w poczucie winy za rozsiewane zarazki. Tak marzyłam o tym, żeby spędzić w domu trochę więcej czasu. Zwyczajnie sobie pomieszkać, a nie wracać jak do hotelu. To mam te swoje trzy dni. Jedyna korzyść z bycia chorą. Fakt, czuję się jak na wagarach. Spać, o jak bardzo chce mi się spać. Dobrze, że nie jeść.
Przespałam pół dnia, ale to nie był uzdrawiający sen. Obudziłam się jeszcze bardziej chora. Mierzę gorączkę, a jakże, prawie 39. Łykam paracetamol, zmieniam piżamę i wracam do łóżka. Znów zasypiam. Tym razem obudziłam się, gdy za oknem było już ciemno. Nie mogę przełknąć śliny. Oddychanie też sprawia mi trudność. Czy mam zapalenie płuc? Powinnam dostać się do lekarza, lecz o własnych siłach nie jestem w stanie tego zrobić. Potrzebuję pomocy, jak nigdy dotąd. Poproszę Jagodę żeby zawiozła mnie do szpitala, na pomoc doraźną. Pachnący odbiera jej komórkę.
- No co tam?
- Jest Jagódka?
- Halo, kto mówi?
- To ja, Samanta. Słyszysz mnie?
- To ty Samanto? Dlaczego tak skrzeczysz? Ledwo cię rozumiem.
- Daj mi Jagódkę - proszę
- Powtórz. Skąd ty dzwonisz, bo ledwo cię rozumiem?
Rozłączam się, to nie ma sensu. Piszę za to krótkiego SMS-a z prośbą o pomoc. Pachnący zgadza się zawieźć mnie do lekarza. Całe szczęście. Ja naprawdę jestem chora. Czeka w samochodzie pod moim blokiem. To jedyna osoba, którą znam z tak przyzwoitym poczuciem punktualności. Ja też potraktowałam go przyzwoicie, siadam na tylnym siedzeniu, żeby bezpośrednio na niego nie kichać i nie chuchać. Nie wierzę, że jest to bezpieczna odległość lecz mam nadzieję, że on to doceni. Akurat, mogłam przecież zadzwonić po taxi. Niestety ta refleksja przyszła mi do głowy już po czasie.
- Cześć. Gdzie chcesz jechać?
- Nocna pomoc doraźną.
- Ale skrzeczysz! Jedziemy.
Zamykam oczy. Czuję się fatalnie. Chcę mieć już lekarza z głowy i jak najszybciej wrócić do łóżka. Pielęgniarka karze nam usiąść i czekać. No to czekamy. Mija kwadrans, zaczynam się niecierpliwić. Nawet nie wiem ile przede mną tego czekania. Po kolejnych dwóch kwadransach Daniel schował swój tablet i skierował się do dyżurki.
- Przepraszam bardzo, co się dzieje z lekarzem? On w ogóle jest na dyżurze?
- Tak, proszę czekać.
- Jak to, czekać? Czy pani sobie żartuje? Przywiozłem do szpitala chorą osobę i oczekuję profesjonalnego podejścia. Proszę wezwać lekarza.
- Proszę pana, nie jestem kelnerką. Lekarz przyjdzie jak będzie mógł.
- Który lekarz? Z chęcią sam się po niego pofatyguję.
- Co pan tu awanturę urządza! Trzeba poczekać. Nie ma przecież zagrożenia życia.
- Na jakiej podstawie pani to stwierdziła? Który lekarz jest na dyżurze?
Nasza publiczna służba zdrowia. Chory system już u swoich podstaw. Pachnący nie odpuszcza, nie daje się zastraszyć.
- Czy ja krzyczę na panią? Obrażam w jakikolwiek sposób? To dlaczego pani podnosi na mnie głos?
Suma summarum lekarz przychodzi.
- To pani jest w tak ciężkim stanie? - pyta mnie - Zapraszam.
- W dobrym nie jestem. Dobry wieczór, panie doktorze.
Dalej obeszło się już bez niepotrzebnych nerwów. Pan doktor mnie zbadał i postawił diagnozę. Angina i zapalenie krtani. Leżeć w łóżku, antybiotyk, dużo płynów. Jutro do lekarza rodzinnego po zwolnienie, jeśli takowe mi potrzebne. Radzi wyleczyć to świństwo do końca. Nareszcie wracamy. Daniel wykupuje moją receptę, podaje mi lekarstwa.
- Spróbuj wypić trochę więcej płynu. Podaję ci też coś osłonowego. Czeka cię ciężka noc. Zaraz zadzwonię do Karola.
Kręcę głową, że nie ma takiej potrzeby lecz nie robi na nim żadnego wrażenia. Po dwudziestu minutach Karol jest w domu.
- Zaopiekuj się nią. Trzymaj się Samanto. Jutro się do ciebie odezwiemy.
Próbuję uśmiechem podziękować mu za cały trud, ale marnie mi to wychodzi.
- Kurde, dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś chora? Po co ta cała szopka? Zrobić ci jakąś herbatę? Nie chcesz? To będę w kuchni, jak coś, to wołaj.- cały mój mąż.
Zasypiam.

0 komentarze: