Mężczyzna w Audi

By | 9/05/2015 2 komentarze
Wiem, że nie dam rady. To czego ona ode mnie w tej chwili oczekuje, to zbyt wiele. Nie wysiądę z samochodu. Boję się. Kierowca audi na pewno nie przeżył. Nie mogę na to patrzeć.
- Pośpiesz się!- Jagódka szuka swojej komórki i wysiada na zewnątrz.
Niech idzie sama. Aż tak odporna psychicznie nie jestem. A jeśli są tam ciężko ranni, to co wtedy? Nie mogę patrzeć na krew. I tak nie wiem co należy w takiej sytuacji zrobić. Jagódka gwałtownie szarpnęła drzwi po mojej stronie samochodu.
- Potrzebuję cię! Samanto, najprawdopodobniej jesteś w szoku, ale nie pozwolę ci tu teraz zostać. Liczy się każda sekunda!
- Nie wiem co robić. Nie możemy po prostu zadzwonić po karetkę?
-Nie, do udzielenia pierwszej pomocy obligują nas przepisy prawa. Poza tym to nie ludzkie.
Dlaczego ona szarpie mnie za rękę? Zaczynam płakać. Czuję, że mnie mdli. Zaraz zwymiotuję. Tak, jestem w szoku. Nogi mam jak z waty. Jakim cudem udaje mi się za nią podążać? Im bliżej audi, tym bardziej mnie mdli. To nie może dziać się naprawdę? Płaczę już całkiem głośno. Jagódka puszcza moją rękę. Biegnie do rozbitego samochodu. Widzę jak otwiera drzwi od strony pasażera. O nie…Silnik audi gaśnie. Musiała wyłączyć zapłon.
- Chodź tutaj!- woła mnie- Jedna osoba. Żyje!
Co za ulga. Oddycham głęboko. Znów lunął deszcz. Szczerze mówiąc jest mi już wszystko jedno. Podchodzę do zmasakrowanego audi. Otworzyła się poduszka powietrzna.
- Włącz awaryjne! Zaciągnij hamulec ręczny! Mów do niego! Ja ustawię trójkąt ostrzegawczy.- wydaje komendy.
Słyszę świszczący oddech mężczyzny. Jest młody, może być w moim wieku. Nie umieraj, błagam go w myślach. Głośno też do niego przemawiam, ale to nie może być mój głos. Przemawiam pieszczotliwie jak do małego dziecka. On otwiera oczy. Patrzy na mnie.
- Jesteś  aniołem. Taka piękna. – głowa mu opada.
 Płaczę. Powinnam coś zrobić, ale nie wiem co. Słyszę jak Jagódka rozmawia przez swoją komórkę.
- Hej- mówię do rannego kierowcy- Już jadą nam na ratunek. W niezłe tarapaty dzisiaj wpadliśmy, ale nie martw się. Po burzy zawsze świeci słońce. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Już za chwilkę, wytrzymaj jeszcze tylko chwilkę. Zrób to dla mnie i wytrzymaj.

Przyjeżdża karetka. I policja. Zespół ratunkowy sprawnie wyjmuje chłopaka. Ktoś okrywa mnie kocem i prowadzi do radiowozu. Wszystko dzieje się jakby obok mnie. Jagódka rozmawia z  policjantami. Spisują nasze zeznania. Tak naprawdę mówi tylko ona. Ja na naprędce podpisuję jakieś pełnomocnictwo. Po moich policzkach ciągle płynął łzy. Policjant wzywa do naszego samochodu pomoc drogową. Słyszę jak do kogoś mówi. „To babka z telewizji jechała ze swoim adwokatem. Miały wziąć udział w jakiejś  ważnej operacji i były świadkami kraksy”. Potem Jagódka mi wyjaśnia, że niekorzystne dla nas byłoby być uczestnikiem tej kraksy. Świadek może być. Nie wiem jak długo to wszystko trwa. Ktoś proponuje, że podwiezie nas do najbliższego motelu.
- Przed nami sto dwadzieścia kilometrów jazdy. Wytrzymasz?- pyta Jagódka.
- Jeśli ty dasz radę to ja też.
Uśmiecha się do mnie ciepło. Nie wiem która jest godzina, ale musi być około północy. Nareszcie wyciągnięto nasz samochód. Nadaje się do jazdy. Po raz kolejny słyszę.
- Zapnij te cholerne pasy. Jedźmy stąd.
Włączamy ogrzewanie i jedziemy. Patrzę na moją siostrę. Po jej eleganckim koczku śladu nie ma. Ubranie ma brudne, a ręce podrapane. Mimo to odnoszę wrażenie, że jest jeszcze piękniejsza. Przypomina mi diament. Twarda, piękna, szlachetna.
- Nigdy nie zbaczasz z obranego kursu, co?- pytam
- Twoje życie musi mieć cel. – odpowiada cicho- Dla żeglarza, który nie wie w jakim kierunku podąża, każdy wiatr będzie niekorzystny.
- No proszę, jakaś ty mądra.
- To nie ja. To Seneka.- subtelnie się uśmiecha.,
Nastawiamy cichutko radio. Ciągle widzę przed oczyma tego rannego chłopaka. Mam nadzieję, że nie odniósł poważnych obrażeń. Jak bardzo muszą się martwić jego bliscy. Żona lub dziewczyna. Co bym zrobiła gdyby to spotkało Karola? Wtedy już nie byłoby dla nas żadnej szansy. Równie dobrze, to ja mogłam się dzisiaj rozstać z życiem.  Było tak blisko. Życie jest cennym darem. Tak często o tym zapominam. Jagódka dzwoni do ojcusia. Czeka na nas w Zadupiu. Do szpitala nie poleca nam teraz jechać. Jest środek nocy.  Sam niedawno wrócił do domu. Mama śpi na sali pooperacyjnej. Miała laparoskopię, usunięto jej woreczek żółciowy. Oddychamy z ulgą.
- Szybko dojdzie do siebie, znasz mamę - przekonuję Jagódkę
- Oby nie za szybko! Niestety,  bardzo dobrze ją znam.
- Nagadamy jej.
- Lepiej strzelić wykład chłopakom, że mają jej pomagać i ją pilnować.
- Ma leżeć w łóżku jak królowa.
Już to widzę! Nie ona. Zaraz zacznie wyszukiwać sto powodów dla których musi się non stop krzątać po domu. I dobrze, niech się krząta. Nie wyobrażam sobie, żeby  mogło być inaczej.

Jesteśmy bardzo blisko domu. Mijamy nasz lasek, nasz sklepik, naszego sołtysa, nasze sady i nasze łąki. I naszych sąsiadów, Matusiaków. Brama jest otwarta. Podwórko oświetlone. Psy szczekają radośnie. Wybiegają z domu chłopcy. Na ganku stoi ojcuś. Powoli schodzi po schodkach i ręką nam pokazuje gdzie zaparkować. Objeżdżamy lipę dookoła. To takie nasze zadupińskie rondo.
- Sam! Jagódka! Co wam się stało? Tato, chodź tu szybko! Zobacz jak dziewczyny wyglądają!
Ojcuś przyspiesza. Obrzuca nas zatroskanym wzrokiem. Puszczam w nie pamięć wszystkie swoje kłótnie z nim. Ściskamy się serdecznie. Wchodzimy do domu.
- Chłopaki, migiem rozpalcie w kominku! I wodę wstawcie na herbatę. Co się stało?- pyta nas
Opowiadamy jedna przez drugą. Siadamy przy kominku. Ja z Cleo na kolanach.
Gdy kończymy relację, uściskał każdą z nas z osobna. Nie istotne, którą dłużej trzymał w ramionach. Chłopaki robią kanapki z pieczoną karkówką, ale żadna z nas ich nie tknęła. Zbywamy prośbę, w stylu, musicie coś zjeść.
- W takim razie, setka cytrynówki i do łóżek!
Pijemy. Znów płaczę jak ta głupia.
- To nerwy- tłumaczy mój szloch młodszy bliźniak. Jakby ktoś nie wiedział!
Jestem zmęczona. Idę pod prysznic. Siniaki, złamane paznokcie, zadrapania. Nic to, mówię sobie. Za tydzień nie będzie śladu. Jak dobrze jest zmyć z siebie cały ten koszmar. Jestem w domu. Dojechałyśmy.
- Ty się nie kładziesz?- pytam Jagódki
Znów się tak pięknie uśmiecha.
- Muszę się przygotować  do jutrzejszej sprawy. Ale ty idź spać.
Nie mam siły protestować. Padam na łóżko. Nie wiem czy śnię, czy marzę na jawie. Mam na sobie czarny, skórzany kombinezon. Jadę motorem. Wiatr smaga pieszczotliwie moje policzki. Zwalniam. Obserwują mnie jacyś nieznani faceci. Wiem , że myślą, ale laska! Zatrzymuję  się i zdejmuję kask. Moje włosy powiewają na wietrze. Jeden z tych facetów szczególnie się mną zachwyca.
- To anioł - mówi do kumpli - Jest piękna.
Ma twarz gościa z audi. Błyskawicznie się przebudzam. Po pokoju chodzi Cleo.
- Chodź do mnie kicia- wołam ją.
Moją prośbę spełnia z łaską. Cały kot! Dobra, mam tylko parę godzin snu.      


Nowszy post Starszy post Strona główna

2 komentarze: